Moja kolej!

Cześć, mam na imię Emilia. Jestem mamą dwóch chłopców: trzyletniego Tadzia i półrocznego Leosia. Pomysł na edukację domową przyszedł od mojego męża. Mam mieszane uczucia, od entuzjazmu i ulgi, po niepokój i brak zaufania. Do tej pory byliśmy raczej zgodni, że najważniejsze jest wsparcie w domu i że dziecko ufne w swoje siły poradzi sobie także w środowisku szkolnym, które nie jest całkiem optymalne. Widzę jednak, że przedszkole – choćbyśmy chodzili tam na 10 rano – nie jest dostosowane do trybu pracy mojego męża i że spędza przez to o wiele mniej czasu z Tadziem, niż dotąd. Kiedy przyjdzie szkoła, będzie jeszcze trudniej, bo tam zazwyczaj jest na ósmą.

No dobrze, ale czy to znaczy, że mamy wszystko dostosować do pracy męża, czy może lepiej, żebym to ja znalazła pracę na przedpołudnie i trochę go odciążyła? Możemy przecież dostosować pracę do „wszystkiego”?

…widzę przecież, jak trudno Tadziowi wstawać rano i nie uważam, żeby korzystne było uczenie go nie słuchania własnego zmęczenia.
…pamiętam jak ja sama cierpiałam, kiedy budzik dzwonił o 5:50.
…słyszę, ile trudnych emocji budzi w rodzicach dzieci szkolnych temat nauki, egzaminów, prac domowych.
…obserwuję wiele trudności społecznych w klasach dzieci wokół mnie. Problemy z naruszaniem granic seksualnych, zwłaszcza dziewczynek, z drastycznymi filmikami, narkotykami, siedzeniem z nosem w telefonie, zwanym nerdzeniem, podczas przerw.
…znam trzynastoletnią dziewczynkę, która zasypiała w ubraniu o drugiej w nocy przy biurku i tak znajdowali ją rano rodzice. Chciała tylko sprostać wymaganiom elitarnego gimnazjum.
…ile przemocy spotkało mnie w liceum podczas praktyk pedagogicznych, kiedy nauczyciele brali mnie za uczennicę. Szarpanie za plecak, dosłowne ignorowanie mojej obecności, kiedy przychodzę coś załatwić. Dla pani dyrektor byłam zupełnym powietrzem. Potem przepraszali. „Och, myślałam, że pani jest uczennicą, tak młodo pani wygląda!”. Odzwyczaiłam się od tego, a kiedyś to była moja codzienność…
Nie będziemy wcale mieć mniej pracy. Być może będziemy naprawiać szkody zamiast budować.

Więc co właściwie chcemy budować?
Zasób wiedzy.
Umiejętności, w tym społeczne.
Trenowanie mózgu, poszerzanie horyzontów.
Swiadomość ciała.
Obraz siebie.
Kontakt z własnym ja, poczucie integralności.

Im dalej, tym mniej konkretnie, tym trudniej, ale tym ważniejsze to sprawy. Wiecie, nie chodzi o to, żeby dziecko zrozumiało twierdzenie Pitagorasa, a przy okazji przyswoiło sobie przez osmozę, że jest mało bystre, niechlujne i że nie warto myśleć po swojemu.

…jak miałam 13 lat, przeczytałam książkę o Enigmie i udało mi się zrobić z papieru model Enigmy, który szyfrował według tej samej zasady. Pokazałam go pani od matematyki, którą lubiłam. Poprosiła, żebym opowiedziała o nim całej klasie. Na następną lekcję przygotowałam 15 małych Enigm, po jednej na ławkę. Miałam trochę tremy, ale dobrze przetrenowałam krótki referat. I wiecie co? Nie starczyło czasu. Nie starczyło tych 10-15 minut. I potem pani nie wracała już do tematu. Czego się nauczyłam na tej lekcji?
Nie wychylaj się.
Twoje zainteresowania są nieważne.
Kiedy nie dotrzymasz słowa, najlepiej to przemilczeć.

Skłaniam się ku temu, żeby iść w stronę edukacji domowej. Zaczynam się cieszyć, że godziny pracy męża są takie, a nie inne i że dzięki temu pojawił się ten pomysł.
Tylko czy ja sama dam radę przekazać dzieciom coś lepszego?
I co z umiejętnościami społecznymi?

…kiedy byłam w trzeciej klasie, uczyłam się razem z młodszą siostrą i z sześcioletnią dziewczynką z porażeniem mózgowym. Rodzaj edukacji domowej. Chodziłam też dwa razy w tygodniu na taniec, ale dwa razy po godzinie treningu to za mało, żeby zbudować trwałą więź z koleżankami. Nie miałyśmy wspólnych przerw, czasu nie zorganizowanego przez dorosłych. A chłopców tam nie było wcale. Nie było to korzystne.

Chcę edukacji alternatywnej, ale potrzebuję czasu, żeby zdefiniować priorytety. Czego chcę uczyć, jak to zrobić. Na pewno wiele okaże się na bieżąco, ale zbyt to ważna rzecz, żeby ot tak iść na żywioł. Na wstępie wrócę do lektury „Ucieczki od wolności”.

Chcę edukacji alternatywnej, ale wolałabym, żeby ona miała miejsce w małej społeczności. Moglibyśmy uczyć się od siebie nawzajem i wspierać na naszych ścieżkach, dorośli i dzieci. Więc tak, jeśli uda nam się zawiązać kooperatywę, to może być lepsze niż cokolwiek innego.

photo: Kasia Kimak, 14 Studio

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *